czwartek, 23 lutego 2023

Samo życie

Jakieś czterdzieści lat temu na spotkaniu w Nowym Jorku poznałem dr Linusa Paulinga i dr Irwina Stone’a. Linus Pauling opowiadał o swoim odkryciu budowy cząsteczki hemoglobiny.

W trakcie prezentacji stwierdził, że chciałby żyć kolejne dwadzieścia pięć lat, ponieważ przyszłość nowych odkryć zapowiada się niezwykle interesująco.

Nie zdawał sobie sprawy, że to życzenie oraz nasze spotkanie zmienią jego życie i dadzą mu kolejne trzydzieści lat życia. Dr Stone opisał nam swoje zainteresowanie witaminą C, którą wolał nazywać kwasem askorbinowym. Kwas ten uratował mu życie po bardzo groźnym wypadku komunikacyjnym. Dr Stone posiadał obszerny zbiór artykułów na temat witaminy C i nakłaniałem go, żeby napisał książkę.

Po powrocie do domu poradził dr Paulingowi, że jeśli również zacznie zażywać witaminę C, to dostanie te kolejne dwadzieścia pięć lat życia. Wzbudził tym zainteresowanie Paulinga, który zastosował się do jego rady. Ku jego zdziwieniu, trapiące go często przeziębienia i choroby górnych dróg oddechowych zniknęły. Ostatecznie doszedł do dawki 18 gramów dziennie. Trwał przy tej ilości, dwieście razy przekraczającej zalecaną dzienną dawkę i chętnie o tym opowiadał. Wreszcie dr Stone wydał swój cudowny Uzdrawiający element („The Healing Factor“).

Na pewnym spotkaniu dr Pauling zasugerował, że kwas askorbinowy może łagodzić dolegliwości podczas przeziębienia. Dr Victor Herbert, rzecznik antywitaminowego establishmentu, zażądał dowodów. Dr Pauling uznał to żądanie za uzasadnione i dokonał pełnego przeglądu literatury. Znalazł mnóstwo dowodów, jednak dr Herbert wcale nie chciał się im przyjrzeć. Książka Linusa Paulinga zatytułowana Witamina C i przeziębienie („Vitamin C and the Common Cold“) stała się bestsellerem i sprzedaż witaminy C poszybowała w górę. Byłem tym zafascynowany.

Już wtedy kwas askorbinowy, w połączeniu z witaminą B3, należał do terapii żywieniowej, jaką stosowałem u chorych na schizofrenię.

Począwszy od 1952 roku wykorzystywałem witaminę C jako przeciwutleniacz, żeby ograniczyć utlenianie adrenaliny w adrenochrom wywołujący psychozę. Schizofrenia jest jednym z najcięższych schorzeń powiązanych ze stresem oksydacyjnym. Zauważyłem też u niektórych z moich pacjentów mających schizofrenię, którzy dodatkowo zachorowali na raka, pozytywną reakcję na duże dawki witaminy C. Szczególnie wrażliwe na witaminę C w dużych dawkach są mięsaki. Później spotkałem dr. Roberta F. Cathcarta III i zapoznałem się z jego odkryciami, zgodnie z którymi wysokie dawki kwasu askorbinowego przyjmowanego doustnie, możliwie najbliższe działaniu przeczyszczającemu, rzeczywiście wykazywały skuteczność w leczeniu nowotworów. Cathcart podawał też witaminę C dożylnie pacjentom cierpiącym na wiele innych schorzeń.

Jedna z moich pacjentek chorych na raka zwiększyła przyjmowaną dawkę witaminy C tak bardzo, jak się dało, aż w końcu zażywała 40 000 mg dziennie. Po pół roku jej guz przestał być widoczny na obrazie tomografii komputerowej, a ona przeżyła kolejne dwadzieścia lat. Dzięki tej wyleczonej kobiecie zmieniłem swoją karierę zawodową i przestałem zajmować się wyłącznie psychiatrią. Inni lekarze zaczęli masowo odsyłać do mnie śmiertelnie chorych pacjentów. Od tamtej pory przyjąłem już około 1 500 osób.

Wyniki mojej terapii są ogólnie bardzo dobre, dużo lepsze niż rezultaty zabiegów chirurgicznych, naświetlania czy chemioterapii stosowanych osobno lub razem. Skutki dożylnego podawania wysokich dawek kwasu askorbinowego są jeszcze bardziej niesamowite. Najwięcej doświadczenia w leczeniu chorych na raka tą metodą miał dr Hugh D. Riordan. Wykazał między innymi, że bardzo duże dawki witaminy C były czymś, o czym onkolodzy mogą jedynie pomarzyć – „chemioterapią”, która zabija tylko komórki nowotworowe, a normalne zostawia w spokoju. Badacz został uhonorowany przez Uniwersytet w Kansas, gdzie Jeanne A. Drisko jest przewodniczącą nowo utworzonej katedry Medycyny oraz Badań Ortomolekularnych im. Riordana i bada bezpieczeństwo oraz skuteczność stosowania przeciwutleniaczy, w tym witaminy C, u kobiet ze zdiagnozowanym rakiem jajników. Biorąc pod uwagę, w jaki sposób witamina C funkcjonuje w organizmie, nic dziwnego, że jest ona tak cenna i przydatna. Wymienię teraz tylko trzy z jej istotnych funkcji, ponieważ o reszcie przeczytacie w tej książce:

Przeciwutleniacz – bez przeciwutleniaczy powoli uleglibyśmy spaleniu od tlenu zawartego w atmosferze. Organizm musi kontrolować proces utleniania.

Produkcja kolagenu – kolagen to ważne białko budulcowe tkanki łącznej. Właśnie z powodu niedoboru witaminy C u chorych na szkorbut dochodzi do poważnego uszkodzenia tkanek.

Wymiatacz histaminy – każda molekuła witaminy C niszczy jedną molekułę histaminy. Krwawienie i rozluźnienie włókien kolagenu podczas szkorbutu powodowane są ogromnym nagromadzeniem histaminy w organizmie, w którym jest za mało witaminy C.



Biuro nieruchomości Kraków

Wirusy

SKĄD WZIĘŁY SIĘ WIRUSY – Z CZYM W OGÓLE MAMY
DO ZNENIA

Naiwnością jest myśleć, że możemy wygrać.
– lek. med. David Livermore

Choroby wirusowe, powodowane przez zakażenia patogennymi mikrobami, posiadające wysokie wskaźniki zachorowalności i śmiertelności, są jedną z głównych przyczyn zgonów ludzi na całym świecie. Ponadto pojawienie się zjawiska wirusowej oporności na leki, jak również poważne skutki uboczne, wywoływane przez leki przeciwwirusowe, powodują znaczące problemy medyczne, szczególnie wtedy, gdy leki te podawane są przez dłuższy okres czasu. Jakby tego było mało, leki te są dosyć kosztowne, co ogranicza ich zastosowanie w krajach rozwijających się, w których najczęściej dochodzi do takich zakażeń.
– Kaio Kitazato i in., Viral Infectious Disease and
Natural Products with Antiviral Activity

Przez większą część XX wieku choroby zakaźne ludzi z zachodniej populacji były w odwrocie, głównie dlatego, że nauczyliśmy się dbać o czystość naszych miast, oczyszczać zasoby wody pitnej, poprawiliśmy higienę gospodarstw domowych, zaczęliśmy stosować antybiotyki, kontrolować organizmy patogenne i przyjmować szczepionki. W rezultacie, kraje wysoko rozwinięte stały się całkiem beztroskie, naiwnie witając mylnie postrzegany, nowy początek życia wolnego od chorób zakaźnych. Jednak lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku wyglądały już o wiele mniej kolorowo, głównie z powodu odkrycia wielu wcześniej nie rozpoznawanych chorób zakaźnych oraz ponownego pojawienia się znanych wcześniej infekcji, o których myślano, że są już pod kontrolą i zostały wyeliminowane. Ten trend utrzymuje się do chwili obecnej…
– Thijs Kuiken i in.,
Emerging Viral Infections in a Rapidly Changing World.

Latem 2006 roku dotychczas mało znana choroba wirusowa przetoczyła się przez dużą ilość wysp na Oceanie Indyjskim. Na wyspie Reunion 265 tysięcy osób, spośród 770 tysięcy tamtejszej populacji, znalazło się w stanie krytycznym. Bardzo niewielu zakażonych przechodziło chorobę bezobjawowo, a w prawie każdym przypadku miała ona niezwykle ciężki przebieg. Pracownicy służby zdrowia i szpitale na wyspie byli totalnie przeciążeni. Nawet gdyby było inaczej, to i tak niewiele mogli zrobić. Zaproponowali zaledwie leczenie objawowe. Innymi słowy – po prostu obserwowano zakażonych… i  czekano. Albo układ odpornościowy i ciało chorego podejmą walkę z patogenem… albo nie. Dla bardzo wielu ludzi oznaczało to jednak „nie”.
Wkrótce wirus „przeskoczył” do Indii, gdzie jak się szacuje, zainfekował blisko 1,3 miliona ludzi. Kto okazał się sprawcą? Stosunkowo mało poznana choroba wirusowa – gorączka Chikungunya. (1) Wirus, który ją wywołuje był co prawda znany medycynie, choć niezbyt dobrze… raczej nie jako przyczyna śmiertelnej i mocno zakaźnej choroby. Niestety zmutował. Późniejsza analiza pokazała, że mutacja wystąpiła w czasie między wiosną, a jesienią 2005 roku. W ciągu zaledwie 6 miesięcy patogen spowodował w regionie pandemię. Do końca 2006 roku zarażonych było ponad dwa miliony ludzi.
Chorobie towarzyszy silny ból stawów (nieco podobny do Dengi). Najbardziej dotknięte są kostki i nadgarstki; często pojawia się też wysypka oraz zapalenie spojówek. Ból stawów może trwać kilka tygodni… lub miesięcy i jest to bardzo wyniszczający proces. Nie ma żadnej oficjalnej procedury leczenia i nie ma lekarstwa, które likwidowałoby wirusa. Lekarze zalecali stosowanie acetominofenu (paracetamolu – przyp. tłum.) dla redukcji bólu. Przyczyna śmierci wielu chorych? Uszkodzenie wątroby… spowodowane acetominofenem.
Ludzie odwiedzający tamtejsze regiony, którzy wrócili do swoich domów w Stanach Zjednoczonych i Europie przywieźli chorobę ze sobą. W USA zdiagnozowano ją u ponad 1000 osób. W wielu przypadkach zakażenie nastąpiło przez bezpośredni kontakt osoby chorej ze zdrową. Następnie, na szczęście dla większości z nas, epidemia zaczęła wygasać.
Choroba rozprzestrzenia się głównie przez zainfekowane komary, w szczególności Aedes albopictus (podobnie jak większość chorób omówionych w tej książce). Jest to gatunek komara, który kiedyś miał bardzo ograniczony zasięg występowania, ale w ciągu ostatnich 50 lat pojawił się na wszystkich kontynentach.
To przykład tego, jak szybko nowy wirusowy patogen może się rozprzestrzenić w globalnej wiosce. Początkowo pojawia się afrykański wirus, który infekuje azjatyckiego komara. Ten z kolei podróżuje z ludźmi samolotem i statkiem na wyspy Oceanu Indyjskiego oraz do Indii. A stamtąd dostaje się WSZĘDZIE. Podobna dynamika rozgrywa się obecnie w przypadku wielu wirusów na całym świecie. Epidemia Chikungunya nie jest więc odosobnionym przypadkiem. Wirus zapalenia mózgu Zachodniego Nilu pojawił się w Stanach Zjednoczonych z wielkim hukiem w 1999 roku, wkrótce rozprzestrzenił się na cały świat, a teraz występuje powszechnie w Europie i Azji. Jesienią 2002 roku SARS (zespół ostrej niewydolności oddechowej) pojawiło się w Chinach i szybko rozprzestrzeniło się na większość krajów azjatyckich. Epidemiolodzy, którzy studiowali tę epidemię odkryli, że początkowo pojawiła się w małym regionie w Chinach. Lekarz, który uczęszczał do chorych, odwiedził następnie Hong Kong, gdzie zaraził kolejne 16 osób. Niektórzy z nich podróżowali samolotami i robiąc to, rozprzestrzenili chorobę na cały świat w ciągu zaledwie kilku tygodni.
Potem przyszła świńska grypa i między innymi takie nagłówki:

Lekarze zszokowani rozprzestrzenianiem się świńskiej grypy – i tym jak ciężką przybiera postać.
– Jeremy Lawrence, The Independent, 22 grudnia 2010

460 osób walczy o życie… Jak przyznają eksperci – 24 zgony z powodu świńskiej grypy może być tylko ułamkiem prawdziwej liczby.
– Sophie Borland, Mail Online, 24 grudnia 2010

Grypa dotyka chirurgii nowotworowej: szpitale walczą, żeby się z nią uporać, podczas gdy liczba zgonów rośnie, Wielka Brytania balansuje na krawędzi epidemii.
– Sophie Borland, Mail Online, 27 grudnia 2010.

A rok później, jesienią 2011 roku ogólnoświatowa epidemia gorączki Denga rozpoczęła się w północnej Afryce. Wkrótce rozprzestrzeniła się na Filipiny i Puerto Rico, przekraczając ocean w obu kierunkach. Wreszcie uderzyła w Brazylię. Do kwietnia 2012 roku przyjęto do tamtejszych szpitali ponad 50 000 osób. Pięćset nowo zarażonych było przyjmowanych co tydzień.
Choroby wirusowe, takie jak wymienione powyżej, pojawiają się w nowych i bardzo zakaźnych formach wszędzie na Ziemi. Jeśli niezawodna szczepionka nie istnieje, nie bardzo można je wyleczyć. A w przypadku większości z nich – nie istnieje…
Witamy w XXI wieku.

Ale wygramy… prawda?